/*********************************************** * AnyLink JS Drop Down Menu v2.0- C Dynamic Drive DHTML code library (www.dynamicdrive.com) ***********************************************/
powrót
copyright © by J.K.Chris

WARSZTATY EKSPERYMENTALNE
Zieleniec, 13-15 sierpień 2005


(NIE) TYLKO DLA ORŁÓW
© by J.K.Chris, 1 grudnia 2005

Nasza trasa do punktu docelowego - do Zieleńca wiodła przez bajkową krainę gór i dolin, i miejscowości o nazwach, które w symboliczny sposób oddawały kierunek i cel naszej podróży. Gdy przekroczyliśmy "wrota" Bardo (ciekawa nazwa; brzmi znajomo) - krajobraz zmienił się wyłaniając głębię zieleni drzew porastających sąsiadujące wzniesienia i rześki zapach roślinności leśnej niesiony delikatnym wiatrem w naszą stronę. Ostatni punkt na naszej drodze - Duszniki (znów ciekawa nazwa) i skręcamy w lewo - jadąc pod górę (Orlica?) jakie 12km spiralną drogą. Im bliżej celu, tym bardziej rzucała się w oczy jedna charakterystyczna rzecz - droga w remoncie. Okazało się, że na trasie przyległej do miejsca naszych warsztatów, remontują drogę - poprawiając nawierzchnię i czyniąc ją prawdziwie dwukierunkową, do naszego "punktu 12" i dalej. "Oj Bob, figlarne masz poczucie humoru [patrz: R.Monroe - "Dalekie Podróże"; idąc za metaforą Roberta, na zachodzie wydano książkę o Hemi-Sync® nosi tytuł "Travelling the Interstate..." gdzie motywem przewodnim jest podróżowanie międzystanową drogą pomiędzy stanami świadomości] - przywiodłeś nas tu, byśmy popracowali nad naszymi Orłami, by ich droga do Focus 12 i z powrotem była solidna i bezpieczna?" Jak się okazało w listopadzie tego samego roku, remont drogi na który trafiliśmy - nie był przypadkowy.

Gdy dotarliśmy na miejsce, krótko po nas zaczęły dojeżdżać nasze "orły"; pojawili się ludzie z portalu i z forum, przybył też mały "klan NLP" - jak ich później określano. W nasze skromne progi zawitało również kilku naprawdę wytrawnych podróżników którzy niejedno w życiu widzieli i zbadali na własnej skórze. Warsztat zanosił się prawdziwie eksperymentalnie. Pogoda postanowiła nam pomóc i zrobiła się pochmurna i deszczowa, chyba tak zapobiegawczo by nam ludzie się nie porozchodzili ;-). Ktoś ostatnio powiedział mi, że "chmury z deszcze przychodzą dlań, by dać moment odetchnienia, dystansu i samorefleksji". Coś w tym chyba jest, może nawet szamańskiego.

Początek dnia, 21 pełnych oczekiwania obcych twarzy, ze wszystkich stron Polski, w każdym niemal wieku, zwróconych w naszą stronę... Ruszyliśmy razem w trasę po rozległych obszarach świadomości. Pamiętam słowa przyjaciela ze Stanów, Bruce'a Moen'a, który w rozmowie telefonicznej jeszcze kilka dni wcześniej powiedział mi coś takiego: "Zobaczysz Krzysztof, że pierwsze warsztaty są kopalnią wiedzy. Najwięcej się nauczyłem i zdobyłem najwięcej doświadczenia przez pierwsze swoje pięć warsztatów. Wiele moich wyobrażeń i oczekiwań co do formy i treści spotkań, prysło jak bańka mydlana." Z perspektywy mijających dni, domyślam się, że Bruce z początku nie miał lekko, ale za to stworzył solidną bazę, która jest po dziś dzień nieocenioną pomocą dla innych.

 

Program

Nie przeczę, że chciałem w trakcie tych trzech dni sporo zrealizować. Okazało się, że więcej niż faktycznie byliśmy w stanie. Obrana przestrzeń robocza przypominała rozległą salę do ćwiczeń gimnastycznych w "Strasznym Dworze", gdzie pracowaliśmy z nagraniami; oba obszary były tak samo wielkie. Choć w efekcie miało to i swoje dobre strony jeśli chodzi o dźwiekowe efekty specjalne (a dźwięki Ziemi, rezonansu Schumana jakie poszły z głośników brzmiały pięknie wibrując całą podłogą...). Nasze "orły" też pięknie śpiewały podczas zabaw z głosem.

Te kilka dni eksperymentalnych spotkań - przyniosło wiele, zarówno nam jak i uczestnikom. My nauczyliśmy się czego nie należy robić (ukłony dla naszego "mistrza NLP" - on wie za co ;-)), co warto przygotować na przyszłość (patrz: wnioski końcowe) i na co zwracać uwagę przy projektowaniu programu. W pracy z grupami wstępnymi ("pierwszy stopień"), egzamin zdaje chyba reguła że małymi kroczkami po obrzeżach Nieznanego można osiągnąć więcej, niż skacząc wielkimi susami w głębiny Nieznanego. My jednak postanowiliśmy zaryzykować, z czystej ciekawości, by się przekonać gdzie nas to zaprowadzi.

Podchodząc do programu, towarzyszyły nam dwie dewizy. Pierwsza z nich to "przez rozrywkę do wiedzy"; jak powiedział kiedyś Robert - "przede wszystkim - baw się dobrze". Druga zaś mówi, że układanie puzzli, budowanie z cegiełek i poznawanie oczywistych fragmentów układanki Znanego na nowo, lecz z odmiennej perspektywy - ma wiele zalet. Człowiek uczy się zwracać uwagę na rzeczy, które niby znał od dawna, ale dopiero teraz doświadcza ich na własnej skórze w czystej postaci. To nie to samo co "patrzeć na to z boku" czy "znać coś z książek".

Program z założenia miał być trójetapowy. W praktyce, z zakładanego materiału w mniejszym lub w większym stopniu zrealizowaliśmy jakie 60 procent. Ale w moim odczuciu nie jest ważna ilość zrealizowanego programu czy materiału a jakość tego, co zostało zrealizowane. Narzędzia są w końcu po to by ich używać a nie "zaliczać kolejne numerki".

Dzień pierwszy obejmował pracę mieszaną - ćwiczenia "na sucho" i z Hemi-Sync®. Przede wszystkim chodziło o stworzenie środowiska przygotowawczego. Podstawowe techniki relaksacyjne, wizualizacyjne i konceptualne, a przez cały czas przewijał się motyw objaśniający mapy świadomości Roberta Monroe - czym one są a czym nie są.

Myślę, że warto tutaj położyć nacisk, w ramach przypomnienia, że symboliczna spiralna ścieżka wiodąca poprzez kolejne Fokusy, od C1 począwszy a poprzez Fokus 3, 10, 12, 15, 21 i na "daleko-hen" skończywszy - jest to tylko wygodny sposób uczenia się. Powiedzmy, że jeśli stoisz na leśnej polanie. Powiedzmy że pójdziesz ścieżką kilka kroków głąb lasu i wykonasz kilka kursów w te i z powrotem. To miejsce do którego docierasz, stanie się Znanym, łatwym do osiągnięcia punktem, twoim pierwszym Fokusem, od którego możesz pójść jeszcze dalej w głąb lasu. Idąc coraz bardziej w głąb lasu, decydujesz się zataczać spiralny łuk wokół polany tak aby została ona otoczona coraz szerszym kręgiem znanej ci ścieżki którą podążasz; wytyczasz kolejne punkty odniesienia i tworzysz w ten sposób mapę. Z chwilą, gdy zapamiętasz tę mapę i zrozumiesz ją, już nie musisz iść każdorazowo tym samym szlakiem, ale do wybranych miejsc możesz ruszyć prosto przez las; nie zgubisz się, bo zawsze trafisz gdzieś na ścieżkę, którą zataczałeś kręgi wokół polany. To podążanie do wybranych Fokusów "od ręki", jest to wygodny sposób pracy, jeśli znasz mapę. Kiedy z perspektywy czasu będziesz opisywać swoje doświadczenia, dojdziesz do wniosku że nie były one ograniczone "do określonych Fokusów", ale obejmowały aspekty wszystkich z nich w różnych proporcjach, zależnie od tego na czym skupiałeś (i skupiasz teraz!) swoją uwagę, swoją świadomość.

Praca ze świadomością rozpoczyna się od czegoś prostego - od relaksacji. Relaksacja (np. Fokus 10) jest stanem świadomości różnym od zwykłej aktywności fizycznej C1. Z chwilą, gdy podczas procesu odprężania dostrzeżesz jakąkolwiek zmianę w swojej świadomości w stosunku do stanu jaki ci towarzyszył przed ćwiczeniem - jest to twój pierwszy świadomy "krok w stronę lasu". Zrozumienie, że nie tyle spektakularne doznania, co uświadamianie sobie jakichkolwiek najdrobniejszych zmian we własnej świadomości - jest kluczem do podróżowania. Jest czymś banalnie prostym i zarazem wielkim sukcesem - "małym krokiem człowieka, olbrzymim krokiem dla jego osobistego rozwoju". Świadomość ta przekłada się bowiem na podejście (zmianę podejścia) we wszystkim, co faktycznie otwiera nowe kanały percepcji. Kiedy już zaczniesz zapamiętywać cechy stanów świadomości, jedyne co później musisz zrobić, to przywołać te wspomnienia. Wraz ze wspomnieniami przyjdą odczucia, a z odczuciami pojawi się stan świadomości - miejsce na mapie, gdzieś gdzie się właśnie wybierasz.

Idąc w las, zawsze warto wziąć ze sobą jakiś prowiant i latarkę. Stąd po drodze znalazły się ćwiczenia uzupełniające energię oraz takie, które powodują, że droga staje się rozświetlona. W praktyce niedobór energii kończy się zazwyczaj tym, że człowiek zasypia (lub "wyklikuje się), staje się nieświadomy swojego otoczenia bądź też jakieś inne czynniki odwracają jego uwagę od zamierzonego celu. Zdarza się też, że wracając do C1, pamięć o minionych wydarzeniach rozpływa się jak we mgle, tracąc punkty zaczepienia. Ćwiczenia takie jak "gromadzenie energii" czy też Hemi-Sync®'owy balon energii rezonansowej (wizualizacja przepływu energii), "strojenie rezonansowe" (śpiewanie tonów) czy przywoływanie uczucia czystej bezwarunkowej miłości - są podstawowym ekwipunkiem na wyposażeniu każdego podróżnika. Dalsza praca sprowadza się do wykorzystywania poszczególnych narzędzi (odczuć) w odpowiednich momentach.

Pierwszy dzień miał też wstępnie pokazać, że do eksploracji i osiągania stanów zmienionej świadomości, wcale nie są potrzebne nagrania. Że owszem - tworzą one pomost, zachętę dla naszego mózgu-umysłu do podążenia przez bramę jaką otwierają dudnienia różnicowe połączone z odpowiednim podkładem dźwiękowym i starannie dobranym prowadzeniem słownym. Ale nie zrobią nic za nas. O tym, co można robić w stanach odmiennej świadomości miał być dzień drugi (wyprawy eksploracyjne), dlatego też pierwszy ograniczał się do doświadczalnego pokazania różnych stanów które można osiągnąć i różnic między nimi. Ich "smaku" i wrażeń jakie wywołują.

Praca ze świadomością może odbywać się w dwójnasób. "Osiąganie i przebywanie w stanach świadomości", owocuje określoną reakcją na otoczenie (np. większą przenikliwością, radością, kreatywnością, wyluzowaniem, intuicyjnością) oraz określoną reakcją otoczenia z którym nasza totalna istota (ciało, świadomość, energetyka) jest w interakcjach (co objawia się w sprzyjających bądź kontekstowych zbiegach okoliczności).

"Interaktywne eksploracje" są sposobem pracy w określonych stanach świadomości, pracy mającej na celu pozyskiwanie informacji, komunikację i formy aktywnego oddziaływania. Eksploracja jest dynamiczną wizualizacją, w której wyobraźnia jest kluczowym elementem. Ale wyobraźnia rozumiana nie jako fantazjowanie, lecz jako fizjologiczny mechanizm, który pośredniczy pomiędzy świadomym umysłem a jego naturalnym otoczeniem. Bo tak jak otoczeniem ciała fizycznego jest fizyczna zmysłowa rzeczywistość, tak "otoczeniem umysłu" jest wszystko to, gdzie świadomość potrafi dotrzeć.

Za punkt odniesienia przyjęliśmy, że z jednej strony wyobraźnię trzeba nieco rozkręcić "by uzyskać lepszą wizję", a z drugiej strony założyliśmy, że poprzez uformowanie odpowiedniej intencji można sprawić by to, co poprzez wrota wyobraźni trafiało do umysłu - dostarczało użytecznych informacji, które w jakiś sposób są dla nas wartościowe. Na wyjaśnienie mechanizmu intencji znaleźliśmy jak się wydawało, prosty sposób - tak jak Bruce ma swoje ćwiczenie w zginaniu małego palca, tak my zaserwowaliśmy popularną u nas "grę w łapki". Jeśli jesteś w stanie "wyczuć" moment, w którym wiesz co faktycznie zrobisz za moment ze swoimi rękami, to to uczucie to właśnie twoja intencja. Dziś wiem, że można jeszcze prościej; po prostu przyjmij logiczne założenie, że jeśli zamierzasz zgiąć np. palec swojej ręki, to jeśli faktycznie go zgiąłeś - tuż przed samym zgięciem musiało wystąpić cokolwiek - "coś" odmiennego niż to co się działo z tobą, gdy palec pozostawał niezgięty pomimo zamiarów. Przyjmując takie logiczne założenie, z czasem będziesz je identyfikować z bliżej niezidentyfikowanym wrażeniem, odczuciem, które jest połączone z fizycznym aktem intencjonalnego działania. Niezależnie od tego, czy będziesz czuć "intencję" czy też będziesz uważać ją za wytwór twojego umysłu - takie świadome powiązywanie logicznych założeń z całym procesem faktycznego zginania palca spowoduje, że przywołując w pamięci później swoje logiczne rozważania, przywołasz dużą dawkę uczucia intencji jaka towarzyszy zginaniu palca. A gdy połączysz to uczucie intencji z afirmacją formującą twoją percepcję, sprawisz że ta faktycznie będzie czystsza, klarowniejsza i że będzie dostarczać użytecznych informacji. Jak sprawdzić czy to tak faktycznie działa? Najlepiej na konkretnych fizycznych przykładach, gdzie informację możesz zweryfikować jako prawdziwą. "Odwiedź" przyjaciela i zobacz co robi, a później sprawdź, czy znajdziesz jakieś przynajmniej "uogólnione" wskazówki świadczące za tym, że "coś" zrobiłeś. Albo też jeśli pracując w grupie - może się okazać, że wasze relacje w znacznym stopniu się ze sobą pokryją. Z czasem takich weryfikacji będzie coraz więcej i więcej, przez co uzyskasz także dowód o wymiarze statystycznym. A wiedz, że na tym polu wiele osób JUŻ uzyskało takie dowody, zarówno jakościowe jak i ilościowe. Więc czemu tobie miało by to się nie udać, skoro inni mogli?

"Jestem czymś więcej niż ciało fizyczne" - tak rozpoczyna się afirmacja w nagraniach Gateway Experience. Ponieważ wydawało się, że większość ludzi to będą same "orły" (w końcu mimo iż wiedzieli, że spotkania mają charakter eksperymentalny - zdecydowali się przybyć) - uznaliśmy że im nie trzeba było udowadniać że są czymś więcej, ani też faktu że mogą postrzegać to, co dalece wykracza poza rzeczywistość fizyczną. Chyba to było jednym z podstawowych powodów, dla których drugiego dnia postanowiliśmy poprowadzić zaawansowane eksploracje w kilku kierunkach tematycznych, by pokazać zastosowania praktyczne proponowanej metodyki i narzędzi. Z dnia poprzedniego zostało nam kilka zaległości z nagraniami Hemi-Sync®, które chciałem aby były uwzględnione w programie zanim ruszymy dalej. Chodziło o "ugruntowanie" pewnych stanów mózgu-umysłu przy pomocy dźwięków z określonych ścieżek. Gdy tylko to zakończyliśmy, przystąpiliśmy do akcji. Dwa obszerne ćwiczenia odbyły się bez nagrań Hemi-Sync®, "na sucho".

Pierwsze z nich - "Federacja Galaktyczna: Pierwszy Kontakt", miało na celu rzucenie wyzwania w stylu - "czy jesteśmy sami we wszechświecie?" Nie chodziło o pozyskanie jakiejś konkretnej informacji, ale o stworzenie wrażenia, że:

1. Mamy do dyspozycji fajne narzędzia do pracy ze świadomością. A skoro świadomość może podróżować, "zobaczmy co tam u sąsiadów".

2. Jeśli jakaś forma kontaktu przy pomocy narzędzi świadomości, zostałaby nawiązana z kimkolwiek "nie-stąd" (wedle zastosowanych procedur formujących), to:

a) jest prawdopodobne, że ów ktoś - jeśli ma większy potencjał możliwości, mógłby się zainteresować kontaktem zwrotnym i dostarczeniem namacalnego fizycznego dowodu, że nie jesteśmy sami

b) czasem takie doświadczenie, że jesteśmy obywatelami szerszego świadomego i zróżnicowanego uniwersum, daje człowiekowi poczucie głębszego sensu istnienia i rozwoju, poczucie nowych perspektyw.

Niestety nasi podróżnicy nie wykazali większego zainteresowania tematem i grupa się jakby tentego rozbiegła po niefizycznych włościach ;-), każdy "kręcąc swój film". Temat pasjonujący dla mnie, musi widocznie jeszcze poczekać na swoją własną grupę Odkrywców. Aczkolwiek nie powiem, dość ciekawy efekt wyszedł z chwilą, gdy pojawił sie sekcja z "kotwiczeniem" w energii Ziemi. Z głośników puściliśmy progresywny rezonans Schumanowski, który w połączeniu z echem sprawił, że niektózy odpłynęli dość głęboko.

Drugie ćwiczenie, zatytułowane "Doświadczenie Kompletnego Ja" - cóż, jeśli traficie na kogoś ze wspaniałym głosem lektorskim, to upewnijcie się że rozumie on różnice pomiędzy podejściem własnym, a takim które jest właściwe dla eksploracji podróżniczych; obszerna wiedza, doświadczenie i najnowocześniejsze zdobycze Neuro-Lingwistycznego Programowania sprawiły, że niektórzy (włącznie ze mną) faktycznie mało nie wyszli z siebie (jeszcze raz ukłony w stronę mistrza) ;-). Ale takie bywają uroki eksperymentów, więc bez pretensji do kogokolwiek a z uśmiechem rozbawienia na samo wspomnienie tamtej "wpadki" - idźmy dalej.

Ostatni dzień był dniem chyba najciekawszym, dla tych którzy zostali. Część osób się rozjechała do domów (z konieczności; skomplikowany rozkład jazdy, początek tygodnia roboczego za pasem), została nas nieliczna grupa. Część narzędzi była zorientowana na proces integracyjny. Wedle założeń programu chodziło o to, że po zapoznaniu się z podstawowymi technikami, narzędziami i mapą świadomości i po doświadczeniu obszarów świadomości które można opisać w skrócie "jestem obywatelem większej kosmicznej społeczności" oraz "jestem cząstką większej jaźni wyrażającej siebie poprzez moje istnienie" - należałoby postawić pytanie "co dalej z tym zrobisz?". Odpowiedzią na to pytanie było ćwiczenie z modelowaniem jednego miesiąca, które pozwala na ustawienie wstępnych ram najbliższej przyszłości. Drugim elementem, było coś co Bob Monroe nazwałby "świadomą kontrolą pola M" (modelowaniem rzeczywistości), a co wywodzi się z programów Lifespan i Human Plus. Tak jak modelowanie miesiąca daje fundamenty i szkielet dla nowej konstrukcji, tak te ćwiczenia są niczym forma wypełniająca tę konstrukcję. Prócz ćwiczeń integracyjnych, zaproponowaliśmy coś dla naprawdę wytrawnych podróżników (przewidywany gwóźdź programu), i ten zdaje się nie zawiódł. Ci, którzy zostali z nami, towarzyszyły im słowa Carlosa Castanedy:

Język

Człowiek wnikliwie wpatrywał się w swoje równania
i rzekł, że wszechświat miał swój początek.
- To była eksplozja - rzekł.
Wybuch nad wybuchami - i tak oto narodził się wszechświat.
- I ciągle się rozszerza - rzekł.
Obliczył nawet długość jego żywota:
dziesięć miliardów obrotów Ziemi dokoła Słońca.
Na całym globie zagrzmiały wiwaty;
wszyscy dostrzegli w obliczeniach naukę.
Nikt nie pomyślał, że postulując początek wszechświata,
człowiek odwzorował jedynie składnię swojego języka;
zwykłą składnię, której dla stwierdzania faktów potrzeba
początków - jak narodziny, rozwinięć - jak dorastanie,
i zakończeń - jak śmierć.
Wszechświat miał swój początek
i wszechświat się starzeje, zapewnił nas,
i wszechświat umrze, tak jak wszystko,
i jak on sam umarł, gdy już znalazł matematyczny obraz
składni swojego języka.

Inny język

Czy wszechświat naprawdę miał początek?
Czy teoria Wielkiego Wybuchu jest prawdziwa?
To nie są pytania, chociaż brzmią podobnie.
Czy język, w którym stwierdzanie faktów wymaga początków,
rozwinięć i zakończeń, jest jedynym istniejącym językiem?
Oto prawdziwe pytanie.
Istnieją inne języki.
Istnieje na przykład taki, który postuluje, by faktami były
różne stopnie natężenia.
W tym języku nic się nie rozpoczyna i nic nie kończy;
i tak narodziny nie są wyraźnym, osobnym wydarzeniem,
lecz jedynie szczególnym rodzajem natężenia;
i tak też jest z dorastaniem i tak jest ze śmiercią.
W tym języku człowiek wodzi wzrokiem po swoich równaniach
i odkrywa,
że wyliczył już tyle stopni natężenia, by z przekonaniem
stwierdzić,
iż wszechświat nigdy nie miał początku
i nigdy nie będzie miał końca,
przechodził za to, i przechodzi nadal, i będzie przechodził
przez nie kończące się fale natężenia.
Człowiek taki nie zawahałby się orzec, że cały wszechświat
jest jednym wielkim rydwanem natężenia,
w który można wsiąść
i ruszyć w podróż pośród zmian bez końca.
Oprócz tego wysnułby wiele innych wniosków,
a być może nawet by mu przez myśl nie przemknęło,
że obrazuje jedynie
składnię swojego języka.

Celem programu było pokazanie pewnej drogi, metodologii, podejścia do pracy z odmiennymi stanami świadomości. Myślę, że ten cel akurat został osiągnięty. Widziałem to w oczach, w zachowaniu i w rozmowach. Nawet u tych którzy doszli później do wniosku że "mieli inne oczekiwania"; w końcu to oczekiwania kształtują otwartość człowieka na nowe doświadczenia.

Było sporo ciekawych rozmów poza formalnymi spotkaniami w grupie. Powiadają, że zakulisowe rozmówki towarzyskie wnoszą równie dużo co sam program. To chyba prawda. Ludzie mają okazję wymienić się swoimi doświadczeniami. Nagle okazuje się, że ktoś znalazł coś podobnego u siebie, gdzieś zakurzone i zapomniane w odległej przeszłości. Prawdziwym skarbem z takich rozmów nie są same odpowiedzi (bo przecież nikt nie ma antidotum na wszelkie "mentalne dolegliwości") jakie się pojawiają, lecz to - że z naszymi pytaniami nie jesteśmy sami, że ktoś dzieli podobne doświadczenie a być może i z innej perspektywy. Skarbem jest również to - w jaki sposób można szukać drogi do własnych odpowiedzi; że przecież można podejść na wiele sposobów, które są tak samo sprawdzalne jak nasze własne. Nie wiem kto pamięta z czasów szkolnych, ale czasem - 5 minut wyjaśnień przeciętnego kolegi z ławki na przerwie - daje więcej niż 45 minut lekcji z wytrawnym belfrem; takie "momenty objawień".

 

Wydarzenia

W sensie "spektakularnych wyczynów", trudno mi orzec czy coś specjalnego się nie wydarzyło czy nie; wszystko zależy od punktu widzenia i obranych kryteriów. Gdyby odpowiedzieć na "potoczne" pytania w kontekście eksploracyjnym, to podsumowanie wyglądało by tak:

"1. 'rasowe' OBE (same w sobie wyjścia, namacalne uczucie znajdowania się poza ciałem): były.

2. 'rasowe' OBE z fabułą (podróże do miejsc, sytuacje kontekstowe): były.

3. podróże 'niefizyczne' z zaskakującymi, nieoczekiwanymi, nieprzewidzianymi elementami fabuły (rzeczy nie do przewidzenia): były.

4. sytuacje, w których uczestnicy pokonali jakieś własne bariery (treściwe) związane z podróżami: były.

5. podróże z późniejszą pozytywną weryfikacją treści pomiędzy różnymi osobami: były.

6. zdarzenia fizyczne wykraczające poza logikę szarej codzienności (nieoczekiwane, nietypowe, bądź synchroniczne): były."

Ale według mnie, to są zaledwie przyprawy do właściwego posiłku ;-) Drobne, ledwie dostrzegalne, ale pojawiające się systematycznie i jednak zauważalne zmiany - takie "małe kroki" - są początkiem każdej drogi. A z czasem okazuje się, że powstała całość - jest czymś więcej niż sumą swoich części, że nabiera nowego "smaku", nowych walorów. Myślę, że ten cel został osiągnięty. Było widać to po oczach, po zachowaniu i po rozmowach. Ci, którym "nie drgło" pierwszego dnia, zareagowali później, w swoim własnym rytmie; byli i tacy którym faktycznie nawet "hukło". ;-)

Z rzeczy, które przykuły moją uwagę, opisałbym jeszcze następujące.

Byłem zaskoczony faktem, jak szybko ludzie się nawzajem otworzyli na siebie. Tak jak przez pierwsze godziny, spoglądały na siebie zupełnie obce twarze, tak po tych kilku godzinach - wielu z nas doznawało tak silnego deja vu, co do ludzi, miejsc, sytuacji... Tak jakbyśmy się znali od lat; zrobiła się naprawdę swojska atmosfera. To - było spektakularne. Bez tego - bez tej odrobiny serca - choćby najwytrawniejsze warsztaty, ćwiczenia i wyjaśnienia - byłyby niczym.

Sądząc po rozdziawionych buziach i wytrzeszczonych oczętach, spore wrażenie zrobiły na niektórych overtony, zwane alikwotami czy śpiewem krtaniowym lub wielogłosem. Echo sali gimnastycznej i sąsiadujących korytarzy okazały się w tym przypadku źródłem korzyści. Śpiew wielogłosowy w rezonansie i wzajemnej harmonii, dźwięki płynące od ponad 20 osób i znalezienie się w takiej gromadce - jest niesamowitym przeżyciem jeśli się wejdzie na właściwy ton, wspólny dla wszystkich. A jeśli się z jednego tonu wejdzie na kilka tonów harmonicznych (śpiewając alikwotowo) jednocześnie, to... cóż, niektórzy donosili "chórach anielskich". Z kolei zaś lekko odchylając się od tonu głównego, wspólne śpiewanie jest doskonałą demonstracją naturalnych dudnień różnicowych. W każdym razie sąsiadujący z nami monter jakiś czy elektryk, w pewnej chwili zdębiał słuchając dźwięków wydawanych przez wesołe gromadki posuwające się korytarzem obok.

Podobne doświadczenia z aliwktoami robiliśmy we trójkę niecały rok wcześniej z Brucem Moenem i Emilem, podczas jesiennych warsztatów Bruce'a w Warszawie. Wyobraź sobie (nieee, nie wyobrażaj sobie - najlepiej zrób to z kimś), że wydajesz dźwięk, ale masz wrażenie że ciągły dźwięk płynie przez powierzchnię klatki piersiowej zamiast z ust, a ty masz wrażenie że wybrzmiewasz w ogóle nie oddychając. Twoje ciało wibruje od środka. A tony alikwoty o różnej wysokości łaskoczą cię w głowę w okolicy szyszynki. To jest właśnie praca z dźwiękiem, prawdziwy efekt "strojenia rezonansowego". W przyszłości chcemy jeszcze zainwestować w specjalne misy do masażu dźwiękiem [z chwilą, gdy uaktualniam ten tekst - ta przyszłość już nadeszła, a misy przydały się w Warszawie].

Jedna z rzeczy, która dotarła do mnie całkiem niedawno, to kilka zdjęć, z nielicznych jakie były robione (chyba że ktoś coś pstrykał, to prosiłbym o podesłanie). Otóż - okazało się, że nie wyszły. Nic by w tym dziwnego nie było, gdyby nie fakt, że podobne historie nam się przydarzyły w Warszawie. Czy zatem energia grupy była tak niezwykła, że spowodowała takie zdarzenia losowe? Fakt faktem, że słyszy się o tym jak elektronika siada w pobliżu doświadczeń ze skupioną świadomością, jeśli nie ma nad nią odpowiedniego "nadzoru".

W sumie każde z doświadczeń było na swój sposób spektakularne. Spektakularność kryła się w każdym najmniejszym rodzaju nieoczekiwanych doświadczeń, które wcześniej im się nie przydarzały. Drobne zmiany, małe kroki są podstawą do pokonywania dalekich dróg. Dróg na które dopiero później spoglądamy z perspektywy czasu, dziwiąc się jak wleźliśmy na taką górę i kiedy. To jest proces.

 

Wnioski końcowe

Myślę, że spotkania z Focusem były dla jednych początkiem niezwykłej podróży, dla innych - przystankiem autorefleksji nad tym gdzie są i gdzie mogą podążyć dalej.

Warsztaty dały niepowtarzalną okazję by dzielić się z innymi tym co w nas najlepsze, jak też przyjmować od innych to co jest najlepsze w nich. Dzielić się żywym doświadczeniem. Tego nie zastąpią żadne książki ani zamknięcie się w samotni, czy rozmowy za szkłem ekranu monitora. Każdy z nas jest zbiorem unikatowych komponentów, i emanacji składających się na nasze unikatowe stany świadomości i to, jak one oddziaływują na otaczającą nas rzeczywistość i innych ludzi. W moim odczuciu takie spotkania to także wzajemne dzielenie się tymi właśnie unikatowymi stanami świadomości. Tak jak Bruce Moen - gdy przyjeżdża do Polski i dzieją się niesamowite rzeczy, które później Bruce po sobie pozostawia w życiu byłych uczestników, tak też i tu - każdy mógł ze sobą zabrać szczyptę wyselekcjonowanych wspaniałości jakie przywieźli ze sobą inni. Ktoś mógłby powiedzieć, że człowiek składa się z pozytywnych i mniej pozytywnych emocji które ze sobą niesie. Być może. Ale to co dajemy innym, jest skutkiem naszych intencji, intencjonalnego działania, intencjonalnej autoprezentacji i sposobu bycia wśród ludzi. A między nami panowała sympatyczna atmosfera, pełna radosnego ciepła, przyjaźni i otwartości, bez urojeń, uprzedzeń i narzucania własnej doktryny. I chyba właśnie to było najważniejsze.

Spotkanie w Zieleńcu zaowocowało realizacją kilku istotnych potrzeb na przyszłość. Jedną z takich potrzeb była polonizacja wybranych nagrań Hemi-Sync® na potrzeby warsztatów. Okazało się bowiem, że tłumaczenia z których korzystaliśmy po prostu nie nadawały się do czytania równoległego (ukłony stronę totalnego braku profesjonalizmu tych, którzy nie dość że zrobili mizerny przekład, to jeszcze biorą za to kasę). Ale już pomijając fakt - jakie by te tłumaczenia nie były, oraz to - jakie by nie były warunki odczytu symultanicznego (a nie były rewelacyjne; niestety sala gimnastyczna niesie echem...), to jednak sama idea aby nanosić polski dubbing na tekst angielski - nie zdaje egzaminu; robi się za duży bełkot i człowiek nie wie na czym się skupić. Polonizacja wybranych nagrań jaką wykonaliśmy we własnym zakresie, wyśmienicie zdała egzamin w trakcie kolejnych spotkań, jakie miały miejsce w Warszawie.

To co uznaliśmy że zabrakło, a co przygotowaliśmy również na kolejne spotkania, to tłumaczenia publikacji "potocznych" i naukowych Instytutu Monroe o Hemi-Sync® i tematach pokrewnych. Teksty te (i kolejne) wkrótce będą dostępne na stronie internetowej, a w przyszłości - w formie drukowanej.

Z ćwiczeń / eksploracji eksperymentalnych "na sucho" (wykorzystujących metodologię TMI, ale bez Hemi-Sync®) które udało nam się wdrożyć drugiego dnia, na dalszą przyszłość planujemy wykonanie serii gotowych nagrań tematycznych do zaawansowanych eksploracji, w oparciu o autorskie skrypty.

Autorski system nagłaśniający (modułowy) na kilkadziesiąt osób spisał się na medal. W przyszłości do systemu zostanie dodany dodatkowy tor audio dla potrzeb eksperymentalnych. Okazało się również, że te niby najtańsze słuchawki nie były takie złe jak się wydawało (a wydawało się, że mają jedną jedyną zaletę - są niesamowicie wygodne, bo typu nauszny klips), - raz i ja byłem zmuszony z nich skorzystać czytając tłumaczenie (oj, ciężko było czytać tłumaczenie do nagrania i nie odlecieć). Docelowo planujemy jednak zaopatrzyć się w lepsze słuchawki, tworząc przy tym nowatorski system separacji opto-akustycznej od otoczenia zewnętrznego.

Ehm, jak sama nazwa wskazuje - "Warsztaty" - są to miejsca, gdzie cała historia się zaczyna zwykle. W naszym przypadku, jednym z takich miejsc było obskórne ciasne (bo aż 2x2 metry) piwniczne pomieszczenie, gdzie z dnia na dzień powstawało przenośne nagłośnienie dla 20 osób. Perypetii po drodze było co niemiara. A to z częściami problem, elementy zamawiane po całym kraju, a to kilka wpadek włącznie z tym, że projekt pojedynczej jednostki - ewoluował dramatycznie ze 3 czy 4 razy (oj tak, nie wszystkie schematy ideowe i nie wszystkie scalaczki czy tranzystorki się nadają, nie wszystkie), aż wreszcie udało się. Na tydzień przed wyjazdem nie mieliśmy jeszcze nic (prócz nadziei, że komponenty dojadą na czas; transportu też jeszcze nie było). Na dzień przed wyjazdem test, ostatnie poprawki i w drogę.

Jednym z pierwszych wniosków po warsztatach była konieczność przebudowy programu. Tak jak w Zieleńcu program był naprawdę eksperymentalny i jego realizację oceniłbym gdzieś na trójkę z drobnym hakiem (mimo bardzo pozytywnych opinii większości uczestników), tak to co zaproponowaliśmy w Warszawie (początek serii "Śladami Roberta Monroe") przekroczyło nasze najśmielsze oczekiwania i było przysłowiowym "strzałem w dziesiątkę".

No i nauczyliśmy się też nieco samodyscypliny i pracy zespołowej, co wielce nam pomogło następnym razem. Dziękujemy wam wszystkim, uczestnikom naszego spotkania - za uwagi i opinie, i za udział w naszym eksperymencie, który pokazał nam że idziemy w dobrym kierunku. Tobie tez Bob, gdziekolwiek teraz jesteś - serdeczne dzięki za wsparcie.


Relacje uczestników

(...) pierwsza ciekawostka wydarzyła się już przy kolacji...gdy usiadł koło mnie "Duszek"... nagle naszedł mnie specyficzny humor po którym poznałem co się święci (na szczęście już jestem świadomy swoich odlotów i nawet wyczuwam co w nich chcę zrobić); stoczyłem straszną walkę wewnętrzną i zatrzymałem to coś, pomógł mi fakt że byłem głodny... gdybym przegrał zaczęło by się od ataku śmiechu (bez powodu) następnie tarzania się ze śmiechu po podłodze przez jakąś godzinę, a następnie nastąpił by już właściwy odlot i wszyscy warsztatowicze poznali by moje śniące ja, które jest dość inne od tego "dziennego" :D

Co do Hemi-Sync® osobiście interfejs OBE w "wyobraźni" mi się zbytnio nie podoba... wolę "zwyczajne" LD/OBE takie w które ze snu wchodzę, bo jest bardziej spektakularne:), oraz wtedy ciała fizycznego nie odczuwam a przy Hemi-Sync® niestety jestem ciała świadomy, co początkowo mi przeszkadzało i powodowało że wszystko co doświadczałem brałem za nieprawdziwe.

Ciekawe dla mnie były dwa ćwiczenia:

1) Jakaś tam federacja :) Całe ćwiczenie potraktowałem jako jedną wielką kpinę... I nie zdziwił mnie nawet fakt pojawienia się koło mnie pomocnika (facet w białym świetle) który towarzyszył mi wszędzie... Więc na początek wywaliłem identyfikator (bo to biurokracja) po czym tak dla jaj udałem się do siedziby federacji... Ale nudziło mi się tam więc co chwilę, na przemian łaziłem po dachach ich budynków, to wracałem do swojego ciała czy przypadkiem nie da się od niego totalnie odkleić jak w "rasowym" OBE , to sprawdzałem co robi grupa... Byłem ignorancki, nikogo nie słuchałem, olewałem mieszkańców federacji bo to przecież tylko w mojej głowie... :D obraz miałem kiepskiej jakości w większości czarno-biały ale z ciekawostek pamiętam tylko przeźroczystą kulę o średnicy kilku / kilkudziesięciu metrów po wejściu do której znajdowałem się w nowym świecie...

2) Wizyta u wyższego ja czy coś takiego:), tutaj po raz pierwszy zdarzenia potoczyły się same... Przybył ten sam pomocnik i miałem z nim się udać do totalnego ja... Wtedy obróciłem się do pomocnika plecami i powiedziałem że nie chcę z nim tam iść (z pewnych nie do końca racjonalnych ani zrozumiałych dla mnie powodów mam straszny jakiś uraz do swojego wyższego ja, coś co czasami przeradza się w fale agresji, żalu lub złość pod adresem wyżej wspomnianej "instytucji":))... Następnie zjawiło się obok mnie ogromnie jasne białe światło które wyjaśniło mi kilka ciekawych rzeczy dotyczących mnie.... Jednak wytłumaczenie nie do końca rozumiałem...

Najciekawsze zdarzenia miały jednak miejsce w drodze powrotnej z warsztatów... Tutaj pozdrowienia dla wojownika który nie pytany sam od siebie wyjaśnił mi znaczenie odpowiedzi jaką dostałem od światła w ćwiczeniu ze swoim ja, oraz powiedział mi i mojemu przyjacielowi wiele innych ciekawych rzeczy... Bardzo możliwe że jeszcze się kiedyś spotkamy... Reszty nie opiszę bo ma wymiar osobisty i tyczy się stanu świadomości w jakim byłem a tego i tak opisać się nie da bo i jak?.

Wspomnę też że po warsztatach mam co dzień co dwa dni sen w którym śni mi się jakiś fragment z dnia który dopiero będzie :)... Oraz że kościół który jest w zieleńcu widziałem wcześniej kilka razy w swoich świadomych snach...

Coś co zrozumiałem w Zieleńcu to to że część swojej własnej prawdy na swojej własnej drodze zanim tu na ziemi się znaleźliśmy przekazaliśmy ludziom których tu dopiero spotkamy... I dopiero spotkanie z tymi ludźmi daje nam do niej dostęp... Tylko że nigdy nie wiadomo którzy to ludzie mają fragment prawdy dla nas, a czasem nawet nie jesteśmy świadomi tego że właśnie ktoś nam coś przekazał, a czasem przez własne zamknięcie się na innych tej prawdy nie otrzymamy... Bo jedyny sposób aby taki fragment prawdy uzyskać to otwartość i szczerość które to wywołują takie samo nastawieni u napotkanej osoby....

Byłem uczestnikiem warsztatów zorganizowanych przy współudziale Focusa w dniach 13-15 sierpnia w Zieleńcu. Celem warsztatów było: danie uczestnikom narzędzi do poruszania się w różnych obszarach zmienionej świadomości. A ponieważ organizatorzy są profesjonalnymi członkami Instytutu Monroe'go, domyślać się należy, iż narzędzia te pochodziły głównie z tego właśnie zbioru.

Instytut Monroe'go zaistniał około czterdzieści lat temu w Wirginii w Stanach Zjednoczonych i do tej pory stał się popularny na całym świecie. Badania tam prowadzone oparte o naukowe wzorce, dowiodły, że można za pomocą dźwięków Hemi-Sync® tak manipulować skupianiem uwagi, iż podróże w światy nadzmysłowe stają się dostępne dla każdego. Oczywiście dla każdego, kto wyrazi dostateczną dozę determinacji i zaangażowania, by pozbyć się utartych wzorców postrzegania rzeczywistości za pomocą pięciu zmysłów fizycznych. Takich doznań, każdy z uczestników mógł doświadczyć sam na sobie, a jedynym warunkiem było pozwolenie sobie - choćby w wyobraźni - na odloty w światy pozazmysłowe.

Myliłby się ktoś, kto wyobraża sobie, że całe warsztaty polegały na leżeniu ze słuchawkami na uszach i odsłuchiwaniu ścieżek dźwiękowych. Nie, tak nie było. Organizatorzy zadbali o szerszą gamę środków prowadzących do celu. Oprócz nagrań Hemi-Sync® pozwolono nam doświadczyć nieco innych technik opracowanych przez Bruce Moena. Pokazano też wiele sposobów pozyskiwania energii niezbędnej w powodzeniu podejmowanych przedsięwzięć. Były też procesy eksperymentalne wypracowane przez duet organizatorów. Może to dziwić, ale winien jestem wyjaśnienie, że obaj są wyjątkowymi pasjonatami w dziedzinie, której się podejmują. Mają też oni wiele pomysłów do zrealizowania w przyszłości, jednak nie czuję się upoważniony, by mówić o tym publicznie.

I choć pogoda nas nie rozpieszczała - każdy mógł wynieść wiele pogody ducha i niezapomnianych doznań emocjonalnych.

Pozdrawiam wszystkich cieplutko

Dziękujemy serdecznie za warsztaty. Ja jestem bardzo zadowolona i mam nadzieje, ze jeszcze się kiedyś spotkamy. Pozdrawiam i życzę samych miłych dni.

Jakie to wszystko wspaniałe może być w życiu.... O tym już za niedługo. :)

Zanim w pełni sobie uświadomisz jak wiele już umiesz po swoim treningu ob (choć na początku wydawało mi się ze nic nie umiem i niczego się nie nauczyłem... :/ Ale jednak coś umiem... Coś niesamowitego.... (o tym już za chwile). Chciałabym ci podziękować za wspaniałą wspólną podróż w krainę nowych umiejętności :-) Jest mi bardzo miło, że mieliśmy okazję się poznać, razem uczyć nowych rzeczy i bawić przy tym doskonale! Otóż wracam dalej do mojego tematu czego się nauczyłem :) Uważam że wszystko co jest związane z tym co się uczyliśmy jest zaledwie dyscypliną :) i to ode mnie zależy jak to potem wykorzystam :) Wiem że może jeszcze nie zdajecie sobie do końca sprawę z tego co umiemy.... A wiec że na początku tego kursu myślałem sobie ze tylko straciłem kasę!! Moja frustracja uzyskała zenit! Ale powiedziałem sobie "jasna cholera, i tak już zapłaciłem to co teraz zrobić żeby wykorzystać daną mi okazję na max'a "!! Bo ja lubię swoje pieniądze i lubię je dobrze zainwestować... Zresztą wiesz jak to jest jak dobrze inwestujesz swoje pieniądze :) We mnie jest takie przekonanie że jak już coś robię to chcę i musze to wykorzystać!! :d i dlatego chciałem ci powiedzieć że... ...otóż umiemy wiele :) I umiemy i wiemy to co najważniejsze :) Otóż to co zaraz powiem może zmienić twój sposób myślenia nie o samym kursie a o wielu innych rzeczach wiec zbliż się troszeczkę do monitora i przeczytaj to uważnie: dowiedziałem się że ktoś potrafi wychodzić z ciała i że ktoś to zrobił i widziałem go na własne oczy miałem tą przyjemność z nim porozmawiać :) A to oznacza że jak ktoś to zrobił to tak samo ja też mogę!! Jak i również ty też możesz to osiągnąć :) Pamiętaj teraz, że to trening czyni mistrza czyli używaj jak najczęściej wszystkich nowych umiejętności, przy każdej okazji, którą spostrzeżesz, usłyszysz lub poczujesz;-) Ja będę trenował dalej :) I jeśli pojawia się w tobie ciekawość to chętnie podzielę się z tobą moimi doświadczeniami :)

I jeszcze jedna ciekawa rzecz :) Pamiętacie ciepło jakie roztaczał wokół siebie Emil :) To tez ważna informacja :) Gdyż każdy z nas może roztoczyć takie ciepło wokół siebie :) I może sobie zjednywać ludzi :) Spróbuj nie myśleć jakie to może przynieść korzyści :) Gdy zaczniesz roztaczać takie ciepło i dobry humor wśród swoich znajomych lub współpracowników. Czy to było by korzystne gdyby twój szef poczuł takie ciepło i dałby ci podwyżkę??? Mmmm.. Ciekawe? Prawda :) :>

Życzę Ci powodzenia oraz wspaniałej zabawy każdego kolejnego dnia!

Jeszcze raz dziękuję za warsztaty, najważniejsze dla mnie było to, że mogłem spotkać osoby, które doświadczają podróży poza ciałem. Pozdrawiam, cześć.:-)

Nie tak dawno temu dostaliśmy ciekawą "reklamację". Z uwagi na ciekawą dyskusję jaka się wywiązała, postanowiłem ją tu zamieścić.

Piszę z reklamacją x2 (albo ^2) dotyczącą ostatniego dnia warsztatów w Zieleńcu a konkretnie o ćwiczenie z realizacją celu w ciągu 1 m-ca. Niestety praktycznie nic się nie zrealizowało ze stawianego celu (cel był ambitny ale wykonalny w moim przypadku). X2 albo ^2 gdyż to samo mówi moja "lepsza" połówka która to też była na tychże warsztatach :) Pozdrowienia

i odpowiedź:

Nauka w las nie idzie. Cieszę się że w końcu ktoś coś napisał, ale do rzeczy. Program modelowanie jednego miesiąca zawiera takie oto ważne dyspozycje - teraz rozpoczniesz ustalanie i tworzenie nowych wzorców dla twojego istnienia. Pamiętaj, że będziesz myśleć o tym wzorcu, jako aktywnej rzeczywistości Twojego Całego Ja. Całe Twoje Ja będzie osiągać to, czego pragniesz.

1 - myśl o wzorcu dla twojego fizycznego ciała

2 - wyobraź sobie wzorzec twojego umysłowego Ja

3 - potem wzorzec emocjonalnego Ja

4 - Teraz wzorzec dla Twojego pełnego Ja w centrum Świadomości

5 - dalej wzorzec tego gdzie pragniesz być

6 - co pragniesz zrobić

7 - na koniec co pragniesz osiągnąć.

To jest bardzo bogaty program i powiem z doświadczenia mego tak. Całość jest składową wielu aspektów, cokolwiek się zmienia w naszym życiu, sam wiesz : częściowo zależy od nas, a częściowo od otaczającej nas sfery innych. Nie wnikam w wyższe plany jakie sam sobie ustaliłeś przed narodzeniem, ale tu mała dygresja, niektóre plany jakie stawiamy sobie tu, mają się totalnie kontra do tych z jakimi przyszliśmy priorytetowo, aby je zrealizować. Moje plany życiowe też były wspaniałe, ale miały się nijak do głównego nurtu jaki dopiero od niedawna realizuję i o dziwo, na tym polu zaczyna się to dziać w sposób składny logiczny i konsekwentny. Taka mała droga cudów przy okazji się dzieje. Na której są znaki i potwierdzenia słuszności celów i zmian, słuszności całego planu i przy okazji dobrego samopoczucia. Nauczyłem się jednego jakiekolwiek plany dotyczące przyszłości otwierają drogę, ale na tej drodze trzeba kroczyć, nie stać i czekać aż spadnie z nieba. Droga cudów zaczyna się od prośby o jednego małego cukierka, a nie od prośby o wielki tort urodzinowy. Jak spadnie cukierek nabierasz zaufania do sposobu działania i prosisz o dwa cukierki, kiedy twoje prośby (modele)zaczną się realizować przyjrzyj się czy niosą w sobie to uczucie spełnienia, czy z czasem owszem spełniają się ale, masz większy dyskomfort niż przed spełnieniem. Poza tym cele nawet bardzo atrakcyjne, tez czasami nie prowadzą do tego uczucia choć wydawać by się mogło że są przez nas pożądane i wartościowe. A teraz już całkiem serio, większość zmian zachodzi bardzo powoli i wręcz niezauważalnie, trzeba perspektywy(czasu) aby zobaczyć, dokonane zmiany. Na koniec tego wyjaśnienia zacytuję słowa Bruca - pamiętaj każdy ma się stać grubą rybą - to słowa dyrektora stacji wejścia. Serdecznie pozdrawiam oczywiście Twoją lepszą połowę. Do miłego niebawem.

Do miłego niebawem, przyjaciele.