Krzysztof Jaros: "Wesołe Bąbelki"

http://planetaziemia.net

ROZDZIAŁ 16.

MAPA KONFIGURACJI

<< wstecz

dalej >>

Zajmij jedną ze swoich ulubionych pozycji, taką bez zbędnych napięć i dającą poczucie wygody. Zrób to dla siebie, wszystko inne może poczekać. Gdy zaczniesz czytać - pozwól, niech kolejne zdania ułożą się w nurt, którym popłyniesz miękko i swobodnie, bez wysiłku i potrzeby ogarnięcia całości. Nawet jeśli czegoś nie wyłapiesz teraz, Twoje uczucia i wyobraźnia zrobią to za Ciebie, w swoim czasie - odsłaniając przed Tobą jasny i zrozumiały obraz wszystkiego, co do Ciebie dociera.

Jest przyjemne, pogodne popołudnie. Promienie słońca przeplatają się z blaskiem migoczących liści i śpiewem ptaków. Podmuchy ciepłego wiatru niosą w sobie słodki zapach zieleni, przeplatającej się od czasu do czasu z delikatnym szmerem, coś jakby płynącego strumienia. Miejsce, gdzie zmierzasz - to Zakątek, ostoja spokoju i równowagi - skąd wszędzie można dotrzeć - i gdzie zawsze można pójść, by trochę odpocząć lub po prostu pomarzyć. Tam, czas jakby się zatrzymał, choć sam obszar zdaje się być napełniony witalną, acz łagodną obecnością. Z oddali, docierają do Ciebie pierwsze odgłosy. Niektóre z nich wydają się znajome, a inne nawet już rozpoznajesz. Są czymś zaciekawione, co i Twoją - również pobudza ciekawość. Przyspieszasz. Gdy się zbliżasz, przed Tobą, choć trochę z boku, wyłania się swojska postać, promieniejąca ciepłym blaskiem. To Przyjaciel. Wiedział, że nadchodzisz. Przyjaciel, to ktoś - przy kim czujesz się dobrze i bezpiecznie, bo w jego towarzystwie - wypełnia Cię pogodna jasność, która sprawia - że wszystko wydaje się takie łatwe i fajne. Idziecie do pozostałych. Lubisz to towarzystwo, tak samo, bo gdy jesteście razem, wtedy najwięcej się dzieje. Bo każde coś swojego wnosi, coś co akurat innym pasuje do jakiejś układanki. Gdy tylko docieracie, akurat trafiacie w sam środek jednej z nich.

 

"...wszystko płynie, a kiedy wszystko płynie - podróż trwa (mówi Przyjaciel na przywitanie). równowaga jest stanem wzajemnego przepływu, dlatego nigdy nic nie stoi w miejscu, a jednocześnie punkt styczności - zdaje się być pogrążony w pogodnym niemal bezruchu. punkty równowagi są obszarami, w których najłatwiej jest zacząć, bo stamtąd - można ruszyć gdziekolwiek lub uruchomić procesy w dowolnym kierunku. punkty równowagi są potencjałami, o których warto pamiętać, nawet jeśli w danej chwili z nich nie korzystasz. zawsze, gdy wypadniesz z obiegu, wystarczy że wybierzesz swój punkt odniesienia - i podążysz w jego stronę. obudź uczucia, wspomnienia, obrazy, skojarzenia - reszta potoczy się sama. będzie ci łatwiej, jeśli porzucisz chęć kontrolowania identyczności, pozwalając by to, co i w jaki sposób - zastaniesz na miejscu jak i po drodze - pozostało żywym doświadczeniem, które poprowadzi cię samo. identyczność jest wyrazem kaprysu i miarą zamierzonej skuteczności, a to wymaga dodatkowej energii. to kwestia zachowania proporcji. kiedy poszukujesz zmian, przyjmij że ty też się zmieniasz i że latarnie oświetlające nurt, z którym płyniesz - nie są celem, a drogowskazem. różne poziomy doświadczania poruszają się w różnym tempie, dlatego skup swoją uwagę, aby poziomy wizji pozostały ze sobą w zgodzie. inaczej, postępujące rozwarstwienie - wypchnie cię poza obszary autentyczności, a wizja stanie się nieskuteczna (uśmiecha się łagodnie Przyjaciel, spoglądając na ciebie badawczo). punkt równowagi jest progiem transformacji wtedy, gdy zmianom na zewnątrz, towarzyszy dostosowanie i przygotowanie wewnętrzne. inaczej, wszystko staje się snem barwnej przygody, który znika za mgłą zapomnienia - w przebudzeniu codziennej rutyny. miarą autentyczności jest skuteczność. punkt równowagi poznasz po jego wewnętrznej ciszy i paradoksalnej pustce, w której nie ma nic, a jednocześnie jest wszystko. tam - zaczynają się dowolne wymiary uświadomienia. tam jest dobry początek (mówi zagadkowo Przyjaciel, uśmiechając się).

jesteś mapą potencjałów, zdolną do manifestowania wielu odmiennych systemów energii jednocześnie (po chwili kontynuuje Przyjaciel). i podobnie jak przyzwyczajenia, czy umiejętności - wszystkie one wyznaczają twój styl życia, w którym się w jakiś sposób odnajdujesz. wyznaczają ciebie, jako żyjące doświadczenie - dotknięte obecnością momentu teraźniejszości, który jest twoim udziałem. ziemskie ciało jest zdolne do przyswajania rozmaitych systemów energii, a ta cecha jest twoim ziemskim skarbem (uśmiecha się Przyjaciel). dzięki niej - możesz się rozwijać, zmieniać, bądź przynależeć. pewne systemy energii, spośród uruchomionych na twojej mapie - sprawiają, że ty i poziomy twojego ja - mogą żyć i istnieć w rzeczywistości, jaką znasz na co dzień. inne możliwości, po odpowiednim przygotowaniu i ustawieniu - stają się wzorami aktywnej energii, związanymi z odmiennymi obszarami uświadomienia. niemniej, ty jesteś w centrum (wyjaśnia Przyjaciel). pomyśl o tym tak. jeśli na kilku przeźroczystych kartkach - narysujesz jakieś schematy, każdy z nich jest wzorem oddzielnego urządzenia, działającego w obrębie jednostki głównej. kiedy te przeźroczyste karty - przeformatujesz i nałożysz na siebie tak, aby ich centrum znajdowało się we wspólnym ośrodku, otrzymasz nowy, wielowymiarowy układ. kiedy odrębne ze swej natury systemy energii utożsamisz ze sobą i potraktujesz jako całość, wtedy staną się one ze sobą współzależne. jeśli zachowasz w świadomości, na czym polega proces nanoszenia - wtedy będą one mogły nadal funkcjonować jako odrębne. zdolność do operowania pomiędzy systemami energii - przydaje się do różnych rzeczy. na przykład, rutynowe przekształcanie energii życia w siłowe naprężenie, oddychania w uczucia, czy mrowienia w ciepło. albo do uwalniania się od niechcianych wpływów. każdy rodzaj energii, jaki jesteś w stanie poczuć - nawet jeśli robisz to drogą abstrakcyjnej konceptualizacji, podążając za skutkami manifestującymi w twoich przestrzeniach - oznacza, że jesteś w stanie wejść w obszar tej energii i wywołać analogiczne skutki w jej przestrzeni. nawet wtedy, gdy coś wydaje się być nienamacalne i nieuchwytne - zmieniając odczuwanie swojej własnej obecności w podobną cechę - możesz tam wejść i przesunąć energię na jej właściwe miejsce. unikalną własnością twojej mapy jest to, że jej fizyczność będzie cię wspierać w działaniach, bo oboje jesteście wyrazami tej samej, większej świadomości. ziemski dom w którym mieszkasz, jest twoim domem i masz do niego pełne prawo (mówi Przyjaciel, obrazowo omiatając ciało). od ciebie i twojej intencji zależy, czy działasz pod wpływem znaków czasu, czy pierwotnej konfiguracji. ale zauważ, że kiedy idziesz spać i tracisz swoje uświadomienie o sobie, zawsze gdy się budzisz, wyłaniając z sennych rzeczywistości - twoje fizyczne ciało przywraca pierwotną konfigurację ciebie. tak długo, jak biblioteka Ziemi nosi w sobie ten zapis, taka będzie funkcja ziemskiego ja. wszystkie miejsca spotkań - dzieją się poza tym obszarem, na zewnątrz lub na wyższych poziomach świadomości (dodaje pogodnie, ale zdecydowanym głosem Przyjaciel, uśmiechając się w twoją stronę).

mapa, którą jesteś - składa się z wielu poziomów. każdy z nich - wyraża pierwotną konfigurację na swój własny sposób. każdy z nich - żyje swoim własnym życiem, niezależnie od pozostałych rozwijając własne wizje. ale jedne poziomy wynikają z drugich - i wszystkie są jednością. czy ty też jesteś jednością? (pyta z uśmiechem Przyjaciel, robiąc przerwę). jesteś opiekunem mapy, jej nastrojem i myślą przewodnią (po chwili kontynuuje Przyjaciel). tam, gdzie konfiguracja pierwotna i zamierzona celowość - wyłoniły uświadomienie, tam zaczynasz się ty - jako mieszkaniec planety Ziemia. mapa, którą jesteś - jest więc twoim polem działania. kiedy jesteś jednością w sobie i na każdym poziomie, i kiedy poziomy z których się składasz - również są w jedności ze sobą, wtedy utrzymanie spójności zużywa najmniej energii. pierwotna konfiguracja jest narzędziem zamierzonej celowości. jeśli strategia wymaga niewielkiego wysiłku, wtedy jest po prostu łatwiej. autentyczna akceptacja własnej jedności - oznacza uznanie, że pewne sprawy mają miejsce - i zaczyna się w punkcie konfrontacji z faktami. kiedy zobaczysz swoje poziomy, takimi jakimi są, bez uprzedzeń i unikania wglądu, wtedy wiesz, że to co odczuwasz - jest nie tylko twoje, ale jest częścią ciebie - i wyraża twoją zamierzoną celowość i pierwotną konfigurację, zanurzone w znakach czasu. twoja mentalność, myślenie i wyobrażenia - są jakie są. twoja emocjonalność i skłonności - są jakie są. twoje fizyczne ciało i jego zdrowie - jest jakie jest. twoje relacje z otaczającą rzeczywistością - są jakie są. czy są zgodne z tym, co myślisz, odczuwasz i jak się czujesz? (uśmiecha się Przyjaciel). punktem wyjścia jest akceptacja "tego co jest". uznanie pierwotnej konfiguracji, zamierzonej celowości i znaków czasu (mówi łagodnie Przyjaciel). wtedy - jesteś w stanie zrobić cokolwiek.

jako mieszkaniec obszarów ziemskiego doświadczenia, wyrażasz jego cechy. pierwotna konfiguracja jest twoim dziedzictwem, a więc jesteś dziedzictwem swoich przodków. reszta zależy od tego, jak użyjesz mapy. być może pamięć przodków jest zbiorem wzorów - zapisanych w strukturach wspomnień, w uczuciach, w komórkach, w punkcie czasu poprzedzającym ciebie jako osobę. być może są to wzory doświadczeń zapisane w energiach Ziemi, z którymi utożsamiasz się, gdy wejdziesz z nimi z jakiegoś powodu w rezonans. być może są to odciski rzeczywistości, z jaką wchodzisz w kontakt, zapisywane na różnych poziomach twojej istoty. niezależnie od tego, skąd pochodzi twoja pamięć przodków, jej kształt jest wynikiem twojej pierwotnej konfiguracji. współtworzy źródło twojej siły. pamiętaj, że przywiązanie do przeszłości, nie da ci takiej siły, jak autentyczna pamięć twoich przodków. przywiązanie to energia, która jeszcze nie rozpoznała siebie. przeszłość nie jest twoim obecnym udziałem, kiedy nie ma zapętlenia. przywiązanie wpływa na to, jak doświadczasz teraźniejszości i jak łączysz się z tym, co było i z potencjałem tego, co będzie. pamięć twoich przodków z kolei - jest kanałem uczuć, wrażeń i wspomnień, którym płynie energia życia. ty jesteś polem, na którym zachodzą rozwiązania. kiedy wszystko płynie, przywiązanie traci punkt utrwalenia i rozwiązuje się. kiedy twoje poziomy uwalniają się ze zbędnego balastu, przywrócona zostaje harmonia i pojawia się jasny rezonans. kiedy masz jasną świadomość, wtedy rozpoznajesz swoją melodię, rozpoznajesz swoją pierwotną konfigurację. ta melodia - wyznacza to, kim jesteś (uśmiecha się Przyjaciel). także jako mieszkaniec planety Ziemia. utrzymanie tej postaci jest odrębną sprawą. jedną z cech biblioteki ziemskiego życia - jest skłonność do naśladowania i kopiowania otaczającej rzeczywistości. na tym polega nauka z udziałem znaków czasu. w zasadzie jest to równa wymiana. biblioteka oferuje swoje zasoby, a jednocześnie powiela wzory, z jakimi wejdzie w kontakt, a które wchodzą w kontakt z nią i w jej obszarze. tak rodzi się doświadczenie, które od czasu do czasu - staje się czyimś mimowolnym udziałem. jednak skutkiem mimowolnego absorbowania otaczającego rezonansu, są zniekształcenia pojawiające się w polu wizji.

znaki czasu są wynikiem stykania się z okolicznościami, jakie panują w obszarze ziemskiego doświadczenia. podejmujesz decyzje i działania, a otrzymujesz skutki i wytwarzasz przekonania. będąc na tej planecie, nie sposób żyć w oderwaniu od niej. jako istota ludzka, składasz się z aspektów ziemskich, na wszystkich poziomach uświadomionego doświadczenia. inni również, więc stykanie się ze sobą jest czymś naturalnym (uśmiecha się figlarnie Przyjaciel). jednak, gdy wszystko płynie - znaki czasu nabierają innych barw, bo wyłania się melodia pierwotnej konfiguracji. dopiero, gdy rozpoznasz swoją rdzenną melodię, możesz zdecydować, czy chcesz za nią podążyć, czy zagrać inną. ale to już odrębna historia (mówi pogodnie Przyjaciel, kierując spojrzenie na delikatnie wyróżniającą się linię horyzontu w oddali). melodia pierwotnej konfiguracji - pomoże odnaleźć ci drogę do jej źródła. jednak, aby ją usłyszeć, musisz przebić się przez zniekształcenia - wywołane znakami czasu. znaki czasu są czymś naturalnym i nie sposób ich unikać. nawet, jeśli wiesz o nich i rozumiesz je, zawsze się na nie natkniesz. to trochę jak z warunkami przejazdu, pogoda, korki, roboty drogowe, czy naturalne zużycie pojazdu. są drogi, którymi się poruszasz, aby dotrzeć do jakiegoś celu. są sytuacje, których nie zdążysz przewidzieć, albo nawet nie wpadną ci do głowy. zwykle jest tak, że zajmując się po drodze sobą i całym mnóstwem pewnych spraw, wielu innych jakie cię dotykają - nawet nie dostrzeżesz. a jeśli już - to nie masz czasu - albo wystarczająco podzielnej uwagi, by się zająć ich skutkami. poza tym, jesteś czymś więcej niż uświadomieniem siebie, więc doświadczenie dotyka cię szerzej. mniej uświadomione obszary ciebie - wchodzą w kontakt z okolicznościami - zgodnie ze swoją funkcją lub naturalną konstrukcją. innymi słowy, znaki czasu dotykają cię na różnych poziomach albo na wszystkich jednocześnie. przypominają trochę wgniecenia w karoserii samochodu. prędzej czy później, dysonans odzywa się na wszystkich poziomach ciebie, ostatecznie trafiając przed twoje oblicze, w mniej lub bardziej zakamuflowanej formie. zaczynasz prostować, szukając wzoru. i tu, im bardziej idziesz w skomplikowanie, tym bardziej wszystko staje się skomplikowane (mówi Przyjaciel, z błyskiem wesołości w oku). ale niezależnie od tego, jak bardzo kombinujesz, jest na to prosty sposób. najbardziej namacalną i sztywną częścią twojej karoserii - jest twoje fizyczne ciało.

zacznij głęboko oddychać. w ten sposób, pobudzisz fizyczny przepływ i poczujesz lepiej, czy twoja karoseria ma wgniecenia i blokady, czy też wszystko płynie swobodnie. skup się na tym, co i tak robisz, na oddechu. odnajdź własne tempo i poczuj swoje naturalne oddychanie. kiedy to robisz, uświadom sobie, że masz dwa ciała. jedno, które widzisz oczami, a którego możesz dotknąć, i drugie - to które czujesz, a którym odczuwasz. ty jesteś w centrum jednej i drugiej mapy. odczuwanie, to okazywanie uwagi, a gdy obecność okazuje uwagę, wtedy ciało przemawia. aby naprostować wgniecenia, po prostu oddychaj. to jest twoja komunikacja. możesz skierować swój oddech w dowolne miejsce - za pomocą dotyku. ciało wie, którędy uwolnić balast. gdy ożywiasz je oddechem i dotykiem, nie tylko dodajesz mu energii, ale wyznaczasz cel. zanim położysz dłoń, poczuj jak ją odczuwasz - i to, co w niej odczuwasz. w ten sposób - utworzysz przepływ i koncentrację siły życia w miejscach, w których chcesz wytworzyć równowagę. tam, gdzie kładziesz dłoń i czujesz jej fizyczny dotyk, niech tam oddech stanie się głębszy (gdy to robisz, czasem czujesz mrowienie, a czasem ciepło... czasem pulsowanie, a czasem delikatne omiatanie. czasem masz wrażenie wygładzania się czegoś od środka, a czasem - jakby coś mrowiącego inaczej, samo odpadało... czasem - tam gdzie kierujesz dotyk, a czasem - samo z siebie... masz też wrażenie, jakby coś się przemieszczało, tracąc swoją zastygłą bezwładność - i nabierając przyjemnej elastyczności i melodyjnej wibracji... coś zaczyna wirować, tak samo wewnątrz, jak i na zewnątrz wokół..). zaufaj naturalnym rytmom oddychania, idąc w stronę ożywionego komfortu. taka regulacja bez regulacji, jak nawigacja jadącym samochodem. kieruj oddechem - i jedź.

kiedy wszystko płynie swobodnie, wtedy możesz wyczuć, gdzie leży równowaga i ześrodkowanie. wtedy łatwiejsze dostrojenie jest możliwe (powoli dociera do ciebie, że uczucie mrowienia i wirowania - zaczyna mieszać się z odcieniami światła i delikatnymi dźwiękami, tworzącymi przestrzeń... w zasadzie już nie wiesz, czy czujesz to mrowienie, czy je słyszysz, czy też widzisz...). kiedy karoseria z grubsza jest naprostowana, możesz zająć się bardziej subtelnymi detalami, takimi jak uczucia. pozwól odpaść starej farbie i nanieś nowe, żywe kolory, wpasowując je w melodię wzornictwa. po prostu oddychaj. teraz, oddech łączy się w sposób naturalny ze świetlistym wymiarem uczuć. pozwól na to. niech światło wyobraźni - stanie się uczuciem przepływającego oddechu. kiedy wszystko się prostuje, uczucia stają się jasne i pogodne. energia podąża za uwagą, więc mając świadomość tego co tam widzisz, skieruj uwagę na to, co chcesz tam zobaczyć i pozwól - niech się stanie. to co widzisz, jest zapytaniem ciała o to, czy tak ma właśnie być. twoją odpowiedzią jest oddech. łączący się z wewnętrznym uśmiechem, który staje się odcieniem świetlistego blasku wszystkich odczuć, jakie wyłaniają się w twoim ciele, skupiając na sobie twoją uwagę. niech się stanie tak, jakby już się stało dawno temu i czekało na zatwierdzenie. kierując długością wdechu względem wydechu, odnajdź równowagę odczuwania i pozwól, niech ciało które czujesz, uwolni napięcie i przywróci harmonię. twoje ciało wie jak to zrobić (masz wrażenie, jakby światłoczucie stawało się coraz bardziej przejrzyste... jakby coś przyspieszało... jakby zmieniała się jakość wibracji, czy wirowania, ale sama w sobie... masz też wrażenie, jakby od czasu do czasu - coś wypadało z ciebie, niczym brudne, ciemne pestki). uwalnia się to, co nie jest w stanie dotrzymać kroku twoim wibracjom. wszystko płynie.

odnajdź teraz swoją śniącą przełęcz. śniąca przełęcz jest jak drzwi, albo przesmyk, którym wchodzisz do snów pierwotnych i wychodzisz z nich. te drzwi - bywają z tyłu głowy, w centrum serca lub gdzieś indziej. to, gdzie i którędy poprowadzi cię śniąca przełęcz - oraz to, skąd i którędy cię wyprowadzi - zależy od tego, gdzie umieścisz i utrwalisz swoje drzwi, albo gdzie się objawią. kiedy jesteś w stanie jedności ze sobą, na wszystkich poziomach i pomiędzy nimi, twoje wibracje są podwyższone. inaczej, nie byłoby tej integracji. kiedy jesteś w takim stanie świadomości, wtedy myśl staje się intencją sama z siebie. twoim celem jest esencja istoty, a więc pozwól, niech śniąca przełęcz sama objawi swoje położenie. (gdy tylko pada dźwięczny impuls myśli na temat tego, którędy prowadzi droga do esencji istoty, gdzieś głęboko w tobie - pojawia się nowy punkt skupienia... kierujesz swoją uwagę, by go zlokalizować, idąc za ciekawością co to takiego... gdy to robisz, nagle - obszar wirującego ruchu rozprzestrzenia się na zewnątrz twojej wewnętrznej perspektywy... wyłaniając nową, niezwykłą głębię wymiarów... tak samo nieskończoną i bez granic, jak to - co na zewnątrz... już po chwili, masz też wrażenie dziwnego rozdwojenia... jakby po drugiej stronie ciebie - pojawił się taki sam zestaw zmysłów i odczuć, jakie masz po tej stronie, gdzie Przyjaciel podaje kolejne instrukcje... ) światy po drugiej stronie bywają różne. niektóre są do siebie podobne, choć różnią się pewnymi cechami, takimi jak trwałość, czy ich odbiór albo dynamika. inne są dosłowną repliką tego, który znasz. są też światy bardzo odmienne, niemożliwe do przełożenia na opis. ale wszystkie światy spotykają się w punkcie równowagi, jaki tworzy poziomy esencji twojej istoty. każdy z nich ma taki punkt wejścia (jeden krajobraz tu, a drugi tam, a ty po środku, w miejscu gdzie odczuwasz siebie i swoje odczucia, związane z własną obecnością... widząc, słysząc i odczuwając wszystko wokół siebie, w świecie zewnętrznym - rozglądasz się wokół siebie, na skraju drugiego krajobrazu... czujesz się na krawędzi światów, pozostając gdzieś po środku między nimi, niczym membrana...). śniąca przełęcz jest pasmem ciebie, które oddziela esencję istoty od obszaru twojej uświadomionej codzienności. pewnie już ją znasz, miejsca na skraju snu i jawy są najczęściej uczęszczanymi ścieżkami, tak jak te w wyobraźni. znajdziesz tam wszystko to, co oddaje swoimi cechami melodię twojej konfiguracji, dotkniętej znakami czasu. światła, dźwięki, barwy, scenariusze, wspomnienia, czy uczucia. są tam również rzeczy, które ujawniają obecność innych ośrodków zainteresowania. kiedy prostujesz karoserię lub gdy wszystko co płynie - ma wysokie wibracje, mniej znaków czasu absorbuje twoje skupienie - i przejście staje się łatwiejsze. śniąca przełęcz to obszar, który zmienia proporcje w składnikach twojego odczuwania, dlatego łatwo się w nim zatracić (drugi krajobraz, z chwili na chwilę staje się coraz wyraźniejszy i intensywniejszy, równie realny jak ten pierwszy... a może nawet bardziej...? przed tobą rysuje się coś - co wygląda jak słup jasnego światła, na tle nieprzeniknionej nocy - pogrążonej w oparach przytulnej mgły, ograniczającej pole widzenia... w jakiś sposób, zaczynasz iść... a może to krajobraz się przesuwa...? kolumna światła się przybliża - i już widzisz miejsce, z którego strzela w górę, znikając z pola widzenia... dostrzegasz też Przyjaciela, który czeka obok, spoglądając z uśmiechem... wyłania się z wolna zarys, jakby sporego krateru, opasającego kolumnę świetlistego blasku... bije od niej ciepły odcień miłej i pulsującej intensywności... pozostali docierają na miejsce, wynurzając się z różnych stron przymglonej nocy... zerkasz do krateru, skąd wydobywa się ten strumień jasnego światła...).

tam jest cel naszej wizyty. skaczemy do środka (mówi pogodnie Przyjaciel i po chwili rozpływa się w świetlistej otchłani... inni powoli robią to samo... próbując coś dostrzec, jeszcze przez moment zaglądasz z fascynacją w głąb tej olbrzymiej studni bez dna, z której w górę bije słup jasnego światła. czujesz się bezpiecznie i spokojnie, jakby tam w środku - nie było żadnej przepaści, do której można tak po prostu wpaść. raczej, to miejsce jest wypełnione jakąś świadomą i łagodną obecnością... gdy się szykujesz, jeszcze przez moment masz wrażenie, jakby w pobliżu pojawił się ktoś znajomy, by po chwili gdzieś zniknąć... skaczesz... bez trudu utrzymujesz równowagę... możesz się przemieszczać w dowolną stronę i w dowolny sposób, lecz kiedy nic nie robisz, to po prostu płyniesz... ale inaczej, niż coś - co spływa z nurtem strumienia... masz wrażenie, jakby każdą cząstkę ciebie - przenikała jakaś siła, która cię prowadzi, pozostając nieuchwytną... poddajesz się temu... czujesz, jak łagodnie opadasz, a jednocześnie wznosisz się w tym samym kierunku... coś się poszerza, a jednocześnie skupia w całej swej rozciągłości... tunel jasnego, ciepłego światła, przemieszcza się wokół ciebie, a jednocześnie - ty płyniesz w nim, choć jakby jesteś w pogodnym i komfortowym bezruchu... na otaczającej ścianie złocistego blasku, pośród promieni tworzących wrażenie otulającego cię ruchu - wyłaniają się jakieś symbole... kolorowe opalizujące formy i archaiczne wzory, przypominające język obrazów... barwne, a zarazem jasne i delikatne kształty, które co i rusz, to pojawiają się, to rozpływają w świetle, są jak żywe... masz wrażenie, że emanują odczuwającą i pogodną obecnością, jakby na czymś skupioną... jakby coś komunikowały, albo były częścią jakiejś komunikacji... widzisz też kule intensywnego światła, które pędząc w obu kierunkach tunelu, mijają cię z niezwykłą gracją... czujesz, że coś w sobie niosą... jakby zlecenia i odpowiedzi... wszystko zanurzone w ciszy subtelnego dźwięku, dobiegającego znikąd, a zarazem zewsząd... coraz bardziej masz wrażenie, że ten tunel dobiega końca... wyjście się rozszerza, a promienisty ruch światła zwalnia i przygasa, odsłaniając jakieś miejsce... początkowo, w twoim polu uwagi, wokół ciebie, wyłania się - ni to rozległa komnata, ni to wyspa - przestrzeń ani zamknięta, ani otwarta... miejsce jasne i pełne blasku, ale nie puste... i wciąż się zmienia... gdy wypatrujesz jakichś szczegółów, masz wrażenie, że gdzieś przed tobą - jest tam jakby wielkie drzewo, którego korzenie i konary biegną gdzieś, jak nitki unerwienia... ale nie widzisz tego drzewa... w jakiś sposób wiesz, że nie jest niewidzialne, tylko że po prostu nie ma wyglądu... jedynie zbiorowa obecność, która po chwili decyduje się rozejść... i wszędzie wokół - te symbole, jedne następujące po drugich... w kolejnej chwili - formuje się nowy obraz, coś jak system rozległych jaskiń i tuneli, zbiegających się w centrum... i te świetliste kule, wyłaniające się znikąd i znikające w świetlistej poświacie, jakby wędrowały zewsząd do wszędzie... dociera do ciebie, że ten obraz, ani widzialny ani niewidzialny - też nie ma wyglądu - i że to nawet nie są odczucia... coś innego... cały czas, coś się dzieje i zmienia, jak w wielkiej machinie, złożonej z milionów trybików... albo jak w dobrze skoordynowanym zgromadzeniu, gdzie każdy jednoczy się z tym, w co właśnie się angażuje... dynamika i ruch, a jednocześnie spokój i bezruch... centrum... po chwili, znów obraz się zmienia, tym razem rozpryskując na tysiące fragmentów, które jak pyłki kurzu, zawieszone w przestrzeni - tańczą wokół siebie, mieniąc się tęczowym blaskiem... te drobinki - wyglądają jak małe lustrzane odbicia, a jednocześnie każde jest inne... kolejna fala - i jesteś wewnątrz obrazu śniącej przełęczy... niby tej samej, choć trochę innej... gdzie właśnie widzisz Przyjaciela i kogoś znajomego, kto szykuje się do skoku... po chwili, wszystko jakby przygasa, ale bierzesz kilka oddechów i koncentrujesz swoją śniącą uwagę... obraz ponownie się ożywia, przechodząc w inną scenę... tym razem, scena jest spokojna i bez nadmiaru szczegółów... domek na wzgórzu, zielona trawa... i pies biegający wokół drzewa, pod którym stoi jakiś stół i ławeczka... ktoś tam jest i uśmiecha się, wznosząc jakby toast w twoją stronę... tym razem, wszystko ma wygląd i dotyk, a nawet zapach... o co tutaj chodzi? z zadumy wyrywa cię znajomy głos, trochę jakby za plecami...).

cześć. chyba mogę pomóc (gdy się odwracasz, by zobaczyć kto to - dociera do ciebie, że z poprzedniej sceny nic nie zostało. tym razem, uśmiechnięta młoda postać - stoi tuż obok, trzymając delikatnie dłoń na twoim ramieniu. znasz ją, choć może nie kojarzysz kto to. ale bardzo dobrze ją znasz. otacza was spokojny i przyjemny krajobraz na skraju lasu, świeży zapach - i wiele uczuć, które również wydają się swojskie i bliskie). z początku, trudno się do tego przyzwyczaić, bo wszystko staje się inne - w każdym przebłysku uświadomienia. to miejsce - potrafi przyprawić o niezły zawrót głowy. dlatego, żeby zbyt szybko jej nie stracić, zwykle przychodząc tutaj - praktycznie wcale się jej nie używa (uśmiecha się postać). nie zawsze jest taki kalejdoskop rozmaitości. jeśli czujesz, że kręci ci się w głowie, to po prostu oddychaj i skup się w centrum oddechu. to cię ześrodkuje (tak na wszelki wypadek - bierzesz jeszcze kilka spokojnych oddechów, a krajobraz nabiera przyjemnej wyrazistości). wiesz, co to za miejsce? (pyta postać, kontynuując). to esencja istoty. każda żyjąca istota - ma w sobie źródło, które ją wyznacza. esencja istoty może być bardzo utrwalonym obrazem wizji, ale to zależy w dużej mierze od ciebie. to, z czym utożsamia się żyjąca istota - identyfikuje esencję jej istoty. esencja istoty, to źródło tożsamości, a więc wszystko, co składa się na twoją tożsamość - ma tutaj swój początek. utożsamienie jest wynikiem głębokiej wiary, ale nawet jeśli twoja wiara jest utrwalona w jakiejś konfiguracji - mogą nią poruszyć wirujące pola życia. teraz już rozumiesz, skąd ten kalejdoskop scen? jeśli nie utożsamiasz się z czymś konkretnym, albo jeśli jesteś w stanie wirującej płynności - nie wytwarzasz impulsów jednoznacznej identyfikacji - i esencja istoty nie przyjmuje jednolitej formy. taka sytuacja - może się też zdarzyć niezależnie od ciebie w twojej chwilowej formie, jeśli z jakiegoś powodu - inicjatywa pojawi się po drugiej stronie tunelu - na przykład, żeby pomóc ci uniknąć przywiązania do jakiejś konkretnej formy, miejsca lub wspomnienia (uśmiecha się postać). przejdźmy się, aby utrwalić wspólny poziom wizji. taka aklimatyzacja (proponuje postać, gdy idziecie miękkim brzegiem lasu... czujesz, jak z każdym krokiem, dotykającym ciepłego piaszczystego podłoża, dostrajasz się coraz lepiej... słyszysz szum drzew i śpiewy ptaków... widzisz błękitne niebo, usiane drobnymi chmurami... czujesz dotyk łagodnych powiewów na twarzy...).

jesteś wąskim wycinkiem większej całości, swojej całkowitej istoty, podobnie jak my wszyscy (zaczyna wyjaśniać postać). to jest mniej więcej tak. kiedy odczuwasz siebie i swoją obecność, wtedy stwarzasz siebie i swoją formę. ale z drugiej strony - już istniejesz. i istniejesz nawet wtedy, gdy chwilowo tracisz ciągłość uświadomienia siebie. a więc - jesteś wynikiem większego uświadomienia, które trwa i które cię pamięta. może to tylko teoria, ale za to bardzo praktyczna, bo ułatwia wiele spraw. ty i ja, a także wszyscy i wszystko, co tu spotkasz - jesteśmy jednością. to, kim jesteśmy indywidualnie, sposób w jaki identyfikujemy naszą prywatną tożsamość i to - jak wyrażamy siebie i nasze doświadczanie - zależy od siebie nawzajem, na poziomie wzajemnego stwarzania. czasem możesz odnieść silne wrażenie, że jesteśmy twoim własnym wspomnieniem siebie, jakby z innego życia czy świata, a czasem możesz odebrać różne etapy swojego obecnego życia na planie fizycznym - jako oddzielne osoby. czasem możesz odbierać siebie - w paru miejscach równolegle i jednocześnie, a czasem - poczujesz bratnią bliskość. wszystkie te punkty widzenia są w porządku. poczucie ciągłości, to kwestia rezonansu i utożsamienia, choć dotyczy raczej twojej całkowitej istoty, niż tylko ciebie. różnica tkwi w poziomach. kiedy dążysz do naturalnej harmonii w swej całkowitej pełni, wtedy to się uwidacznia. z kolei poczucie oddzielenia, to wynik konfrontacji różnych pasm doświadczania, wywodzących się z większej całości, a które spotykają się w niej - na wspólnym poziomie, jakim jest esencja istoty. czasem nawet zdarza się, że nagle doświadczysz nowych wspomnień, co do których masz przeświadczenie, że ich nigdy wcześniej nie było, a teraz są twoje. kiedy ktoś nowy wejdzie z nami w rezonans - jego dziedzictwo staje się także twoim dziedzictwem, bo coś, co kiedykolwiek stało się częścią całości - na zawsze już tam pozostanie, i zawsze jest tak samo żywe. czasem - utracisz uświadomienie, bo wypadniesz z rezonansu, albo ktoś odejdzie poprzez nakaz zapomnienia. wyznacza cię konfiguracja momentu obecności, dlatego możesz nie zawsze pamiętać. jak widzisz - różnorodnych opcji jest wiele. ale rozważanie ich, czyli tworzenie lub uprawomacnianie pewnych rozwiązań - pochłania i angażuje sporo energii i uwagi, jednocześnie niosąc w sobie niekompletne wyobrażenie. dopiero skupienie na pogodnej świetlistości sprawia, że możesz spokojnie przyjmować rzeczywistość taką, jaką ci się sama objawia, bo tylko pogodna i świetlista rzeczywistość wejdzie z tobą w kontakt. kiedy podnosisz swoje wibracje, wtedy wszystko, co nie jest związane z twoją całkowitą istotą - ujawnia swoją iluzyjną naturę, ustępuje i odchodzi, bo nie jest w stanie utrzymać się w harmonijnym rezonansie. ostatecznie, cała melodia dostraja się do siebie i uzupełnia się na wszystkich poziomach, niezależnie od wyobrażeń. akceptacja bez przywiązania i jednoczesne utrzymywanie wysokiej świadomości. to kwestia wyboru punktów odniesienia (mówi postać, patrząc w dal, na łagodną linię błękitnego horyzontu - łączącego się z drzewami).

esencja istoty jest takim naszym miejscem spotkań. żyjemy w różnych pasmach wibracji, w oddzielnych systemach i w oddalonych od siebie obszarach czasu i przestrzeni systemu ziemskiego. łączy nas esencja istoty. można to nazwać wspólnym celem, wspólną wibracją, która raczej przyciąga i łączy, niż odpycha i dzieli, wspólnym stwarzaniem siebie nawzajem, wspólną obecnością, o wielu różnych twarzach, czy wspólnymi aspektami, nieodgadniętej do końca tożsamości. prowadzimy niezależne życia, ale kiedy stajemy się świadomi naszej wzajemnej obecności - zaczynamy szukać i odnajdywać, bo to daje nam poczucie pełni i kompletności. każde z nas - ma w sobie koncepcję esencji istoty, choć nikt z nas nie wie, co lub kogo zastaniemy u celu. kiedy podążamy tym torem, trafiamy do tego miejsca. w ten sposób, odkrywamy naszą indywidualną melodię, przez niektórych nazwaną przeznaczeniem. od tej chwili - mamy wpływ na tę melodię, ale przy okazji spotykamy też innych. rozpoczyna się gra zespołowa. jej zgodność i harmonia - jest raczej wynikiem natury esencji istoty, niż skutkiem sztucznych ustaleń. esencja istoty jest miejscem o dużym natężeniu świadomości, a więc jest to świadomość o wysokich wibracjach i wysokiej harmonii. tylko skupiona świadomość wytwarza synchronię i uporządkowanie, a świadomość jest zdolna do wysokiego skupienia jedynie wtedy, gdy jest czysta. w przeciwnym razie - ulega rozproszeniu. większa intensywność świadomości, to większa synchronia. nasza komunikacja jest możliwa, bo to co jest przekazywane - jest tym samym co jest odbierane. bez esencji istoty, komunikacja gasła by w otaczającym szumie, a fragmentaryczne impulsy - docierałyby przekłamane i sprzeczne same w sobie. a więc tak, jak by nie było komunikacji. nie było by też możliwości spotykania się, bo normalnie - jesteśmy skupieni naszym istnieniem - w pasmach rzeczywistości, różniących się od siebie tak bardzo - że nasza percepcja nie zetknęłaby się, mimo najszczerszych chęci. a więc, esencja istoty jest kluczem wyznaczającym jakość całości i dzięki temu - jest miejscem spotkań, a zarazem świadomą obecnością samą w sobie, taką inteligencją koordynującą.

te symbole, które się tutaj pojawiają od czasu do czasu, są wysyłane przez esencję istoty z jej własnego poziomu. esencja mówi wieloma językami. jednym z nich - jest nasza wzajemna obecność i komunikacja. ty i ja, jesteśmy wyrazem esencji istoty - i stajemy się nim jeszcze bardziej, gdy osiągamy zwiększoną świadomość. wszystko, co nas tu otacza, jest również jej sposobem porozumiewania się. ale esencja istoty sama w sobie - pozostaje na wyższym poziomie ekspresji. czasem, te symbole są znakami kodu źródłowego, a czasem - zwykłymi literami wewnętrznej interkomunikacji. zależy od tego, w jakim stanie percepcji płyniesz (dodaje postać, pokazując na - co i rusz wyłaniające się znikąd - barwne wzory, na czystym jasnym niebie - podobne do tych wcześniejszych, choć jakby nieco inne). wydaje się, że esencja istoty rozmawia z nami na poziomach, co do których nie zdajemy sobie nawet sprawy, że je mamy (uśmiecha się postać). możesz z nią rozmawiać i zawsze otrzymasz odpowiedź. czasem tylko trudno wyczuć, kto tak naprawdę zadaje pytania (chichocze radośnie postać). w końcu, jesteś z nią jednością, więc oddzielenie jest po twojej stronie (postać patrzy na ciebie z rozbawieniem). trochę absurdalnie to brzmi, co? (śmieje się postać). być może naturalną cechą esencji istoty - jest dążenie do granic ekspansji, poprzez pobudzanie naszej świadomości do odkrywania coraz to nowych poziomów? (czujesz, jak w rytm kolejnych słów, przestrzeń wokół was się zmienia, jakby słowa były zapisanymi nutami, zamieniającymi się w brzmienie melodii, gdy tylko ktoś je odczytuje... rozległy obszar aż po horyzont, jakby lekko wirującym ruchem - poszerza się jeszcze głębiej, rozrzedzając się i przybierając barwy gwieździstej nocy... masz wrażenie, jakby krajobraz zmieniał się tak samo na zewnątrz, jak i wewnątrz, w każdej cząstce ciebie - przyprawiając o mrowienie lub wibrujące zawroty... pojawia się znajome wzgórze, z którego w niebo, niczym z platformy startowej - bije w kosmos strumień światła, swoimi promieniami sięgając poszczególnych gwiazd... widzisz, jak w te i we w te, coś płynie nićmi świetlistej fontanny, zlewającej się w słup światła u podstawy - i rozbiegającej we wszystkie strony - wysoko w górze, na skraju widoczności... słyszysz znajome odgłosy ciepłych wspomnień... widzisz sylwetki, które w kręgu, wokół podstawy tej fontanny, coś właśnie robią radośnie... kolory i odcienie blasku na niebie, jak i układ samych gwiazd - zmieniają się, jakby falując - choć nie masz pewności, czy to ty przypadkiem nie falujesz, pomiędzy poziomami wizji...). tam są pewnie jakieś granice ekspansji (mówi postać, pokazując na tęczowe nitki, łączące się z punkcikami migoczącego światła). tak jak esencja istoty, jej granice ekspansji - mają niejedno oblicze. możliwości jest wiele, ale bez uświadomienia - nie ma nawet nicości. dlatego, wszystkie drogi zbiegają się tu (ponownie czujesz, jak kolejne słowa zmieniają krajobraz, tym razem w coś, co wygląda jak tunel - prowadzący w stronę jaśniejącego wyjścia... dociera do ciebie też, że wyróżniasz delikatne brzmienie tego miejsca... rozpoznajesz je... jest podobne, jak to na początku... tunel się kończy - i wchodzicie do wielkiej komnaty lub jaskini, w której panuje uczucie wirującej obecności... wszystko pogrążone w blasku barwnych wzorów... z innych tuneli wychodzą właśnie pozostali...). chyba już łapiesz. jeszcze się spotkamy (mówi postać promieniejącym blaskiem, spoglądając na ciebie z łagodną wnikliwością). cześć."

 

Postać się obraca, a wraz z nią - obraz wokół jaśnieje i rozrzedza się, zanikając... Wszystko się rozpływa, zabierając ze sobą całe uczucie tamtej realności... Masz wrażenie, jakby jeden wdech - wyniósł Cię z głębokiego snu - do w pełni przytomnego i spokojnego czuwania... Ale tak, jakby nic się nie wydarzyło, a wszystko było na swoim miejscu, od zawsze... Zakątek... Wokół, słodki zapach zieleni, targanej powiewami nagrzanego wiatru... Ciepła obecność Przyjaciela i radość pozostałych kompanów... Słoneczna bezchmurna pogoda - i przyjemny cień, od pobliskiego schronienia... Przytulny Zakątek, miejsce po środku wszystkiego, skąd wszędzie jest tak samo blisko... Właśnie coś do Ciebie dotarło, budząc się na twarzy szerokim uśmiechem nieskrępowanej wesołości... Naprawdę szerokim... Jakiś fragment układanki - wskoczył akurat na swoje miejsce, odsłaniając brakującą, bądź nową perspektywę... To Twój moment mocy. Zapamiętaj go. Zrób to dla siebie...

<< wstecz

dalej >>

Krzysztof Jaros: "Wesołe Bąbelki" - pobierz w PDF